Czysty Punkt Widzenia: Czy "podatek plastikowy" zaszkodzi paliwom alternatywnym?

Na lipcowym szczycie, przywódcy państw Unii Europejskiej przesądzili o wprowadzeniu opłaty od nie poddanych recyklingowi odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych. Każde państwo członkowskie UE ma do kasy Unii odprowadzić co roku konkretną kwotę. Nie jest jeszcze przesadzone, skąd państwa te pieniądze wezmą (każde ma tu dowolność) ale jedno jest pewne:
skoro opłata zależy od braku recyklingu odpadów opakowaniowych z tworzyw, to im większy recykling, tym opłata mniejsza. A skoro większy recykling, tym mniejszy odzysk energetyczny.

Niezależnie więc, czy dany kraj członkowski zapłaci te kwoty z własnego budżetu, czy też obciąży nimi np. producentów wyrobów w opakowaniach z tworzyw, będzie dążył do „śrubowania” celów recyklingu tak, aby zapłacić jak najmniej. Bo teoretycznie, z opłaty zwalnia tylko 100% recyklingu. Będzie więc „parcie na wynik”, dopóki tylko koszty recyklingu nie zrównają się ze stawką opłaty (UE chce aby wynosiła ona 0,8 Euro od 1 kg, a Parlament Europejski postuluje nawet 2 Euro od 1 kg!). Pytanie jednak, jaki będzie to miało wpływ na inne formy zagospodarowywania odpadów opakowaniowych z tworzyw.

Dziś bowiem odpady opakowaniowe z tworzyw (w szczególności folie) są cennym (bo najbardziej kalorycznym) składnikiem paliwa alternatywnego (choćby RDF). Wyobraźmy więc sobie sytuację, że tych cennych odpadów zabraknie, bo trafią – nawet na siłę - do recyklingu. Wartość opałowa RDF znacząco spadnie (pozostaną mniej kaloryczne odpady makulaturowe i drewno), spadnie więc atrakcyjność tego paliwa jako zamiennik węgla. Aby uzyskać taką samą moc grzewczą, cementownie czy elektrociepłownie będą musiały stosować więcej RDF. Teoretycznie to dobrze, bo zwiększy się popyt. Ale za przyjęcie RDF cementowniom czy elektrociepłowniom trzeba dopłacać, więc znacząco wzrosną koszty dla tych, którzy pokładają nadzieję w termicznym zagospodarowaniu odpadów. I cały biznesplan runie jak domek z kart bo okaże się, że odzysk energetyczny, który miał być tańszą alternatywą składowania i zastępować recykling tam, gdzie nie jest on możliwy, stanie się dla zagospodarowania odpadów formą najdroższą.

Tak, wiem, to czarny scenariusz. Ale dość prawdopodobny. Otwarte pozostawiam pytanie co zrobić, aby się nie sprawdził.

Krzysztof Baczyński
Coca-Cola HBC Poland


EKO-edukacja: Kto kogo napędza i kto kogo powinien edukować?

Konsumenci mówią, że to oni wymogli na firmach działania proekologiczne. Firmy się chwalą, że ich działania zmieniły postawy klientów. Gdzie leży prawda? Kto kogo napędza i kto kogo powinien edukować?

Sprytny marketingowiec powiedziałby, że to firmy tak modelują trendy i produkty, by wzbudzić potrzebę wśród klientów w zakresie zachowań proekologicznych, nowych nawyków, modnych materiałów, produktów czy usług. Teza mogłaby być uzasadniona milionami wydawanymi na badania i zaglądanie do naszej podświadomości i szczegółowe badania naszych świadomych i nieświadomych zachowań i działań. Podobnie jak w filmie „Czego pragną kobiety”, sztab pracowników działów marketingowych testuje produkty, patrzy nam na ręce projektując, jaki kolor będzie modny w najbliższym sezonie, jaki krój garnituru czy zapach perfum podbije rynek. Logicznym więc byłoby, że to światowe koncerny mają narzędzia do zbudowania trendu EKO i zaproponowania klientowi odpowiedzi na niego: wielorazowych bidonów, ubrań z materiałów odzyskanych w recyklingu, szamponów w „eko” opakowaniach czy napojów w butelkach z domieszkami eko-składników (produktów, które w bilansie ekonomicznym i długofalowym planowaniu strategicznym przyniosą oczekiwany zysk finansowy).

Nikt z nas jednak się nie przyzna, że jego zachowaniami rządzą miliony zainwestowane w działy R&D. Każdy z nas woli myśleć, że to dzięki naszym poszukiwaniom wiedzy naukowej o zmianach klimatycznych, naszym uświadomionym eko-wartościom przekazywanych dzieciom w czasie wychowywania, decyzjom o rezygnacji z zakupów w hipermarketach na rzecz targów śniadaniowych czy kooperatyw spożywczych, wymuszamy na firmach dostosowanie produktów do nowych czasów: papierowych torebek zamiast foliowych, produktów na wagę zamiast w opakowaniach, oznaczeń jak segregować na pudełkach, fiolkach i butelkach.

Przez wieki nikt nie odpowiedział na pytanie co było pierwsze: jajko czy kura? Zamiast więc szukać czarno–białego uzasadnienia na rzecz jednej czy drugiej strony, pogódźmy się z tym, że prawda leży pośrodku. Weźmy na przykład branżę komunalną, w której działa ENERIS. 4 lata temu w czasie eko-pikniku osoba niewidoma zapytała, jak ma segregować odpady, skoro nie widzi kolorów pojemników czy napisów na nich. Tym pytaniem wymogła poszukiwanie narzędzi wsparcia w segregowaniu dla osób z problemami wzroku i rozpoczęcie dyskusji na temat możliwości właściwego sortowania odpadów przez osoby z różnymi niepełnosprawnościami.

Innym razem, codzienna praca pokazała jak wielkim problemem dla szybkości i bezpieczeństwa odbioru odpadów są źle przygotowane, brudne i zastawione odpadami altany śmietnikowe. Nie mając bezpośredniego wpływu na przygotowanie nowych punktów, konieczne stało się edukowanie przez naszą firmę zarówno mieszkańców, jak i administratorów nieruchomości, jak dobrać liczbę pojemników do liczby mieszkańców, jak zabezpieczyć altanę przed zastawianiem przez zaparkowane samochody, czy jak poradzić sobie z zalegającymi gabarytami.

W końcu trzeci przykład. Samorządy muszą każdego roku uzyskać coraz bardziej wyśrubowane poziomy odzysku odpadów surowcowych. Stąd w ich interesie jest zapraszanie firm takich jak ENERIS do prowadzenia działań edukacyjnych, dzięki którym mieszkańcy dostarczą czystszy surowiec. Z drugiej strony nadchodzące kary i odpowiedzialność zbiorowa członków wspólnot mieszkaniowych za niesegregowanie odpadów zachęca mieszkańców do poznania zasad właściwego sortowania, a to pociąga za sobą oczekiwania dostarczenia solidnie przygotowanych materiałów edukacyjnych.

Wniosek: niezależnie czy kura zniosła jajko czy jajko zniosło kurę, grunt, żeby na koniec eko- praktyki były wdrażane z korzyścią dla środowiska, a jeśli jest taka potrzeba – i własnego ego.

Magdalena Sułek-Domańska, Dyrektor ds. Komunikacji ENERIS


Czysty Punkt Widzenia: EKOlogia czy EKOnomia?

Szanowni Państwo, rozpoczynamy dziś nowy cykl dyskusyjno-polemiczny koalicji "Włącz Czystą Energię dla Polski", w którym będziemy przedstawiać punkt widzenia naszych Koalicjantów na różne aspekty Gospodarki Obiegu Zamkniętego. Dziś temat:

Wiele firm twierdzi, że jest lub dąży, żeby być EKO. Ale czy chodzi im o EKOlogię czy EKOnomię?
Jak pogodzić bilans zysków i strat z ochroną środowiska, wyjść na swoje, uszczęśliwić właścicieli i jeszcze mieć na dalszy rozwój?

podejmuje p. Donata Nowakowska, rzecznik prasowa Kolei Mazowieckich.

Działania proekologiczne w przypadku Kolei Mazowieckich skoncentrowane są wokół dwóch zadań: selekcji odpadów powstałych podczas działalności spółki oraz projektu EcoDriving, skupionego wokół efektywnego zużycia energii trakcyjnej podczas eksploatacji pojazdów szynowych. To rozwiązania, którym przyświeca przede wszystkim myślenie o EKOlogii, choć w perspektywie czasu EKOlogia nabiera znaczenia także w kontekście EKOnomii – bez uszczerbku dla tej pierwszej.

W przypadku selekcji odpadów w spółce została opracowana Instrukcja Gospodarki Odpadami wytwarzanymi w Spółce „Koleje Mazowieckie - KM” sp. z o.o., będąca streszczeniem Ustawy z dnia 14 grudnia 2012 r. o odpadach oraz zbiorem dobrych praktyk dla pracowników w zakresie efektywnej selekcji odpadów. Motywem działania dla twórców dokumentu było przede wszystkim usystematyzowanie działań podejmowanych przez poszczególne komórki organizacyjne w zakresie właściwego ewidencjonowania, składowania i odpowiedniej segregacji odpadów. Jedynym źródłem dochodu jest w zakresie  gospodarowania odpadami sprzedaż złomu, co przy uwzględnieniu kosztów ponoszonych na rzecz firm odbierających odpady, nie stanowi dochodu jako takiego, ale umożliwia m.in. pokrycie kosztów towarzyszących realizacji zadań ujętych zarówno w ww. Ustawie, jak i opracowanej przez spółkę instrukcji.

Drugie z przedsięwzięć spółki – projekt EcoDriving – jest nastawione przede wszystkim na oszczędność w gospodarowaniu energią trakcyjną, osiąganą poprzez płynność jazdy, hamowania elektrodynamicznego oraz optymalizację zasad gospodarki energią elektryczną na postoju – w skali roku to zysk na poziomie ok. 12 proc. Niewątpliwie najważniejsza oszczędność w przypadku EcoDriving to energia, zaś oszczędność finansowa osiągana poprzez efektywniejsze użytkowanie energii jest swego rodzaju wartością dodaną.

Jeżeli mają Państwo pytania, uwagi lub komentarze dotyczące powyższego tekstu - prosimy o nadsyłanie na adres: czystaenergia@pracodawcyrp.pl